Tak, wiem jestem ostatnio monotematyczna, ale popełniam ciasto za ciastem!
Dziś nie mogło być inaczej!
Nie miałąm gotówki żeby kupić chleb. U nas w piekarni nie można płacić kartą.
Więc co?
Poleciałam-średnio szybko bo od rana dostałam zapalenia żył i od 17 to już tylko leże i dochodzę na sekundę, bo ból niemiłosierny- po drożdże, składniki do ciasta i jakieś drobiazgi i wróciłam na stanowisko pracy.
Położyłam Nataszę na drzemkę i zabrałam się za chleb(przepis TU).
Wyrobiłam ciasto. Zostawiłam do wyrośnięcia.
Zabrałam się za ciasto. (przepis TU)
Ciasto. Placki.
Chleb.
Masa.
Przekładanie.
Wyciąganie chleba.
Kocham piec.
Najchętniej piekłabym dla własnej piekarni i cukierni, no ale:) mam swoje małe grono zjadaczy ciast i pieczywa, musi mi to wystarczyć:)
A oto co popełniłam:
Zdjęcia robione na świeżo zanim masy stwardniały, ale nie mogłam się oprzeć i nie skosztować, z resztą miałam smakoszy w domu, więc do kawki pasowało idealnie:)
środa, 10 października 2012
poniedziałek, 8 października 2012
Bochenek
Chleb był zawsze dla mnie ważny.
Nie tylko przez religie, ale przez mamę.
Zawsze powtarzała mi, że trzeba go szanować.
Niestety wiele razy wyrzucam chleb.
Nie pamiętam wtedy o głodujących dzieciach w Afryce, bo i tak tym, że chleba nie wyrzucę to im nie pomogę, a przecież nie wyrzucam całego tylko resztkę której nikt nie zje albo spleśniała.
W poprzednim mieszkaniu mogłam wywiesić chleb dla bezdomnych.
Teraz mieszkam w nowych blokach i bezdomnych tutaj nie ma.
Dziś jednak, był to dla mnie bardzo ważny dzień.
Upiekłam swój pierwszy chleb.
Ileż emocji skrytych mi przy tym towarzyszyło.
Ileż serca włożyłam w to szybkie przygotowanie.
Nawet przesiewałam z uśmiechem pół kilo mąki przez sitko do herbaty, bo nie mam dużego.
Nigdy nie zapomne słów mojego byłego. Powiedział :"Chciałbym kiedyś upiec z Tobą chleb."
Nie bardzo rozumiałam wtedy o co chodziło.
Pomyślałam sobie, "chleb.. no dobra, niech będzie, kiedyś upieczemy"
Pamiętam jak jego oczy iskrzyły wtedy.
Chleba jednak nigdy nie upiekliśmy, bo były postanowił zmienić moje życiowe plany i jednak nie iść ze mną jedną drogą;)
Ale od tamtej pory zrozumiałam co dla niego znaczyło to zdanie. I wspólne pieczenie.
Całą swoją miłość jaką mam przelałam na chleb.
Wszelkie swoje uczucia.
Wyszedł idealny.
Może za bardzo ciemny.
Ale to nic nie szkodzi.
Jedliśmy go z Jess i K. Z masłem Lurpak lekko solonym.
Masło samo topniało na gorącym jeszcze chlebku..
Została Ćwiartka na jutro na śniadanie.
Jestem dumna z mojego chleba.
I z tego ze był pieczony z dzieckiem.
I z K.
I w takim czasie, a nie innym.
Owoc mojego życia.
Może trochę zgrzany na zewnątrz przez przeciwności losu, ale doskonały, delikatny i puszysty w środku.
Częstujcie się.
Nie tylko przez religie, ale przez mamę.
Zawsze powtarzała mi, że trzeba go szanować.
Niestety wiele razy wyrzucam chleb.
Nie pamiętam wtedy o głodujących dzieciach w Afryce, bo i tak tym, że chleba nie wyrzucę to im nie pomogę, a przecież nie wyrzucam całego tylko resztkę której nikt nie zje albo spleśniała.
W poprzednim mieszkaniu mogłam wywiesić chleb dla bezdomnych.
Teraz mieszkam w nowych blokach i bezdomnych tutaj nie ma.
Dziś jednak, był to dla mnie bardzo ważny dzień.
Upiekłam swój pierwszy chleb.
Ileż emocji skrytych mi przy tym towarzyszyło.
Ileż serca włożyłam w to szybkie przygotowanie.
Nawet przesiewałam z uśmiechem pół kilo mąki przez sitko do herbaty, bo nie mam dużego.
Nigdy nie zapomne słów mojego byłego. Powiedział :"Chciałbym kiedyś upiec z Tobą chleb."
Nie bardzo rozumiałam wtedy o co chodziło.
Pomyślałam sobie, "chleb.. no dobra, niech będzie, kiedyś upieczemy"
Pamiętam jak jego oczy iskrzyły wtedy.
Chleba jednak nigdy nie upiekliśmy, bo były postanowił zmienić moje życiowe plany i jednak nie iść ze mną jedną drogą;)
Ale od tamtej pory zrozumiałam co dla niego znaczyło to zdanie. I wspólne pieczenie.
Całą swoją miłość jaką mam przelałam na chleb.
Wszelkie swoje uczucia.
Wyszedł idealny.
Może za bardzo ciemny.
Ale to nic nie szkodzi.
Jedliśmy go z Jess i K. Z masłem Lurpak lekko solonym.
Masło samo topniało na gorącym jeszcze chlebku..
Została Ćwiartka na jutro na śniadanie.
Jestem dumna z mojego chleba.
I z tego ze był pieczony z dzieckiem.
I z K.
I w takim czasie, a nie innym.
Owoc mojego życia.
Może trochę zgrzany na zewnątrz przez przeciwności losu, ale doskonały, delikatny i puszysty w środku.
Częstujcie się.
niedziela, 7 października 2012
Pieczemy ciasta i inne duperele
Dzisiejszy dzień był pod znakiem pieczenia.
Uwielbiam piec i gotować.
Mam nadzieję, że uda mi się kiedyś trafić na jakiś kurs kulinarny, co by doszkolić swój potencjał;)
Wczoraj u nas królowała pizza, niestety tak szybko ją zjedliśmy, że nie zdążyłam zrobić nawet zdjęcia.
Muszę Wam jednak kiedyś przy następnej podać przepis na cienkie ciasto, ale przyprawione tak, że aż ślina cieknie:]
Dziś zagościły na mym stole:
Pavlova Cappuccino z mojego wielbionej strony Pani Doroty praktycznie wszystko co piekę pochodzi właśnie z tej strony.
Niebo w gębie, polecam! Trzeba tylko dobrze ubić jajka i studzić razem z piekarnikiem a nie jak ja otwierać go od razu i to jeszcze przy otwartym oknie;) widać ile opadła beza. Na drugi raz będę wiedzieć:)
Smak jednak cudowny, środek mokry rozpływający się a brzegi chrupiące i wspaniale bezowe (zostało ciasta 1/3;])
Drugie były drożdżówki. W oryginale są z jagodami lub borówkami, ale można włożyć na serek jakie tylko owoce się ma, tzn takie dość winne, jabłka sobie raczej nie wyobraża;) pomarańczy tym bardziej.
Ja widząc cenę malin i borówek mrożonych w tesco pomyślałam, że wykorzystam maliny w syropie od babci K. Pomysł trafiony w 10-tkę!
Zdjęcia może nie są zbyt apetyczne, ale byłam już tak wykończona całym dniem na nogach, że nie chcalo mi się poprawiać i robić jeszcze raz.
W każdym razie są przepyszne! Miekkie, słodkie, delikatne, ropływają sie w ustach.
Żeby takie drożdżówki sprzedawali!
U nas w domu poza od ósmej rannym "Mama!" da się słyszeć :"Baaaaaaabooooooo!" i widzieć skakanie przed laptopem.
Codziennie rano o 9 musi być włączony Kubuś Puchatek z balonikiem, dzień osiołka, Tygrys i przyjaciele-z arbuzami, balonami z Jeżulką...
Jak to mówi serce w reklamie "mózg zlansowało" Mi nie dziecku, tzn dziecku pewnie tez, bo teraz mamy aktualnego świra na Balony wszelkiem maści, wielkie latające z oszem, żyrandole koła to też "babooooo", księżyc to "baaabooo" i wszystko co okrągłe to babo;)
Babo nas opanowało, a epidemia trwa już 2 tygodnie:)
Dziecko nasze rozbiło se też brodę niestety, wyszło z nami na balkon, zachaczyo o dywanik i przejechało brodą po marmurowym progu..ajjjjj... brzmi groźnie, ale płaczu nie było aż tak wiele i szybko udało się go ukoić pomidorkiem z balkonowego ogródka.
Zastanawialiśmy się ostatnio z K. co by Natasza wybrała, czekoladę leżącą na jednej dłoni, czy pomifora leżącego na drugiej:D
Miłość do pomidora nie ma końca.
Lęk do butów został obalony i nawet kalosze wróciły do łask:)
Przedstawiamy Wam nasze serki z myszką:)
Dziś się chlapała pierwszy raz w wielkich kałużach, co za frajda! a jaki pisk jak się wywaliła pupskiem do wody i trzeba było wracać do domu:D
Nie można temu dziecku ostatnio zrobić zdjęcia bez tej muny zmarszczonego nosa i szczerzenie "ryżyków" jak to K. nazywa.
Udaliśmy się w ostatnie dni promocji do Lidla i zakupiliśmy taki zestaw jesienno zimowy za matkę chrzestną dzidzi:
Niestety były już ostatni więc jedyne co fajnego udało mi się wygrzebać. Szkoda mi takiego białego swetra wyścielonego polarem.. no ale trudno.Polar z "hu huuuu" też jest piękny i cieplutki:)
Natasza zrezygnowała z 2 drzemki. Śpimy już tylko raz o 12, albo o 14. W zależności czy wstaniemy o 7 czy 9.
Natasza wstaje o 5/6, pijemy cycka i idziemy spać dalej do 7 lub 8 rano.
Prawdopodobnie do 1,5 roku chciałabym przestać karmić piersią.
Ale jak dziś na próbę K. usypiał Natkę to moje cycki aż wołały "co Ty! zwariowałaś, daj nam usta Nataszy!! oj bo pożałujesz i w nocy Ci pękniemy za karę!"
Poszłam ją więc nakarmić.
Nie wiem jak to zrobić, żeby nie karmić. Wkurza mnie to, ale chce to robić. Tyle, że moje piersi już mają dość ciągłego szarpania i ciągnięcia.
Nie wiem, w każdym raize planu jak na razie nie realizuje ;/
Chciałabym też Was zapytać:
Jak Wasi mężowie/faceci usypiają dziecko?
Chodzi mi o sam akt usypiania, jaką technikę stosują.
Mój lula tylko na poduszce, kołysze głowę Natki na poduszce, ale nie chciałabym, żeby przywykła do lulania.
Co robią mężowie jak dziecko płacze przy usypianiu?
Proszę podzielcie się swoimi uwagami.
Uwielbiam piec i gotować.
Mam nadzieję, że uda mi się kiedyś trafić na jakiś kurs kulinarny, co by doszkolić swój potencjał;)
Wczoraj u nas królowała pizza, niestety tak szybko ją zjedliśmy, że nie zdążyłam zrobić nawet zdjęcia.
Muszę Wam jednak kiedyś przy następnej podać przepis na cienkie ciasto, ale przyprawione tak, że aż ślina cieknie:]
Dziś zagościły na mym stole:
Pavlova Cappuccino z mojego wielbionej strony Pani Doroty praktycznie wszystko co piekę pochodzi właśnie z tej strony.
Niebo w gębie, polecam! Trzeba tylko dobrze ubić jajka i studzić razem z piekarnikiem a nie jak ja otwierać go od razu i to jeszcze przy otwartym oknie;) widać ile opadła beza. Na drugi raz będę wiedzieć:)
Smak jednak cudowny, środek mokry rozpływający się a brzegi chrupiące i wspaniale bezowe (zostało ciasta 1/3;])
Drugie były drożdżówki. W oryginale są z jagodami lub borówkami, ale można włożyć na serek jakie tylko owoce się ma, tzn takie dość winne, jabłka sobie raczej nie wyobraża;) pomarańczy tym bardziej.
Ja widząc cenę malin i borówek mrożonych w tesco pomyślałam, że wykorzystam maliny w syropie od babci K. Pomysł trafiony w 10-tkę!
Zdjęcia może nie są zbyt apetyczne, ale byłam już tak wykończona całym dniem na nogach, że nie chcalo mi się poprawiać i robić jeszcze raz.
W każdym razie są przepyszne! Miekkie, słodkie, delikatne, ropływają sie w ustach.
Żeby takie drożdżówki sprzedawali!
U nas w domu poza od ósmej rannym "Mama!" da się słyszeć :"Baaaaaaabooooooo!" i widzieć skakanie przed laptopem.
Codziennie rano o 9 musi być włączony Kubuś Puchatek z balonikiem, dzień osiołka, Tygrys i przyjaciele-z arbuzami, balonami z Jeżulką...
Jak to mówi serce w reklamie "mózg zlansowało" Mi nie dziecku, tzn dziecku pewnie tez, bo teraz mamy aktualnego świra na Balony wszelkiem maści, wielkie latające z oszem, żyrandole koła to też "babooooo", księżyc to "baaabooo" i wszystko co okrągłe to babo;)
Babo nas opanowało, a epidemia trwa już 2 tygodnie:)
Dziecko nasze rozbiło se też brodę niestety, wyszło z nami na balkon, zachaczyo o dywanik i przejechało brodą po marmurowym progu..ajjjjj... brzmi groźnie, ale płaczu nie było aż tak wiele i szybko udało się go ukoić pomidorkiem z balkonowego ogródka.
Zastanawialiśmy się ostatnio z K. co by Natasza wybrała, czekoladę leżącą na jednej dłoni, czy pomifora leżącego na drugiej:D
Miłość do pomidora nie ma końca.
Lęk do butów został obalony i nawet kalosze wróciły do łask:)
Przedstawiamy Wam nasze serki z myszką:)
Dziś się chlapała pierwszy raz w wielkich kałużach, co za frajda! a jaki pisk jak się wywaliła pupskiem do wody i trzeba było wracać do domu:D
Nie można temu dziecku ostatnio zrobić zdjęcia bez tej muny zmarszczonego nosa i szczerzenie "ryżyków" jak to K. nazywa.
Udaliśmy się w ostatnie dni promocji do Lidla i zakupiliśmy taki zestaw jesienno zimowy za matkę chrzestną dzidzi:
Niestety były już ostatni więc jedyne co fajnego udało mi się wygrzebać. Szkoda mi takiego białego swetra wyścielonego polarem.. no ale trudno.Polar z "hu huuuu" też jest piękny i cieplutki:)
Natasza zrezygnowała z 2 drzemki. Śpimy już tylko raz o 12, albo o 14. W zależności czy wstaniemy o 7 czy 9.
Natasza wstaje o 5/6, pijemy cycka i idziemy spać dalej do 7 lub 8 rano.
Prawdopodobnie do 1,5 roku chciałabym przestać karmić piersią.
Ale jak dziś na próbę K. usypiał Natkę to moje cycki aż wołały "co Ty! zwariowałaś, daj nam usta Nataszy!! oj bo pożałujesz i w nocy Ci pękniemy za karę!"
Poszłam ją więc nakarmić.
Nie wiem jak to zrobić, żeby nie karmić. Wkurza mnie to, ale chce to robić. Tyle, że moje piersi już mają dość ciągłego szarpania i ciągnięcia.
Nie wiem, w każdym raize planu jak na razie nie realizuje ;/
Chciałabym też Was zapytać:
Jak Wasi mężowie/faceci usypiają dziecko?
Chodzi mi o sam akt usypiania, jaką technikę stosują.
Mój lula tylko na poduszce, kołysze głowę Natki na poduszce, ale nie chciałabym, żeby przywykła do lulania.
Co robią mężowie jak dziecko płacze przy usypianiu?
Proszę podzielcie się swoimi uwagami.
czwartek, 4 października 2012
Siedzi na balkonie.
Po dniu pełnym tych samych monotonnych czynności.
Siedzi i pali.
Dym uciekający z jej ust spuszcza z niej
troski,
niepokoje,
ciężar dnia.
Czuje jak ciało robi się lekkie.
Wiotkie.
Głowa przestaje boleć.
Owiewa ją jesienny wiatr.
Czuje w powietrzu zimę.
"Niedługo nas odwiedzisz, zostaniesz na kilka miesięcy"
Myśli o ulotnych chwilach.
O lekkich marzeniach.
Słucha ciszy.
Warczących przejeżdżających samochodów.
Powiewu wiatru.
Kropel deszczu.
Ta jedna. jedyna chwila w ciągu doby kiedy jest sama.
Może pomyśleć o czym chce.
Nie trapi jej nic co za drzwiami.
A dym leci.
Tworzy kreatywne wzory.
Spala się jej napięcie.
Jej stres.
Jej żal.
Jej radość.
Zachwyt.
Wszystko wydycha.
Zeby zrobić miejsce na kojelny dzień.
Żeby móc wstać rano i żyć pełnią dnia.
Żeby nic co dnia poprzedniego nie zaprzątało jej myśłi.
Żeby mogła w spokoju oddać się temu nowemu.
I tańczyć z nim, tango następnej doby.
By znów usiąść.
I wydychać
I robić miejsce
I w kółko...
http://everial.blogspot.com/2009/11/z-dymkiem-czyli-moje-spojrzenie-na.html?zx=a6a0f1b6eddeff8c
środa, 3 października 2012
Natasza gada
Ach! trosze niepisania i tyle zaleglości!
Dzisiaj dużo filmów i zdjęć, a jutro reszta zdjęć:)
Rozgadało mi się dziecko trochę.
Woła do mnie spersonalizowanym "MAMA!!" :D
Jak tylko położę łeb na poduszkę o 7 rano, kiedy ona zejdzie złóżka napita cycami..
Drze się:"MAMA!"
Podnoszę łeb.
Śmiech.
Chowam głowę.
MAMA!
i aż nie wstanę.
To jest przeurocze:D
i nawet jak jestem zaspana to wstanę, bo przeciez trzeba wlożyć do fotelika i włączyć bajkę.
Zrobić i dać śniadanie i owoce, i mogę zostawić dziecko jeszcze na trochę, bo kiedy bym jej nie chciała wyjąć to i tak jest ryk, chociażby się już z nudów na łokciach słaniała;]
Uczyłam ją mówić "cycuś". załapała. Mówi: "cycy";]
Są też dzieci "dzyici"
I dzidzia "dzidzi"
Nauczyłam ją pokazywać Nataszę;)
Bo nie potrafiłą przez 3 dni zaczaić, że Natasza to ona.
Jak pytałam gdzie Nataszka, to odpowiadała "nie ma!";]
ale już wie.
Próbujemy znów nocnikować.
ale jeszcze nam się zdarzają kupy na podłodze:]
ale jak zaczyna sikać i zobaczy kropelki na podlodze, to zaczyna biegiem leciec na nocnik:D
wiec już coś powoli zaczajamy.
Nadal jednak boje się ją połżyć bez pieluchy na drzemkę.
Ach.. no i drzemka.
Jak Natasza wstanie o 7 to pójdzie na drzemkę o 10, a później o 15.
Niestety jak wstanie o 8.. to na drzemke idzie.. pierwsza i jedyną o 14/ 15 na max godzinę.
Więc i my powoli żegnamy 2 drzemki w ciągu dnia.. i przechodzimy do jednej.
Potwornie brakuje mi tej porannej;/ zawsze przy niej dochodziłam do siebie, poleżałam.. a teraz już nie bardzo mogę z walającym się po mnie dzieckiem;)
Prezentuje Nataszę:)
I nasze zdjęcia z Roczku Idusi
Zdjęcia robione przez Agnieszka Wojtkowiak zainteresowanych pracami Agnieszki zapraszam do klikania w imię i nazwisko:)
Dzisiaj dużo filmów i zdjęć, a jutro reszta zdjęć:)
Rozgadało mi się dziecko trochę.
Woła do mnie spersonalizowanym "MAMA!!" :D
Jak tylko położę łeb na poduszkę o 7 rano, kiedy ona zejdzie złóżka napita cycami..
Drze się:"MAMA!"
Podnoszę łeb.
Śmiech.
Chowam głowę.
MAMA!
i aż nie wstanę.
To jest przeurocze:D
i nawet jak jestem zaspana to wstanę, bo przeciez trzeba wlożyć do fotelika i włączyć bajkę.
Zrobić i dać śniadanie i owoce, i mogę zostawić dziecko jeszcze na trochę, bo kiedy bym jej nie chciała wyjąć to i tak jest ryk, chociażby się już z nudów na łokciach słaniała;]
Uczyłam ją mówić "cycuś". załapała. Mówi: "cycy";]
Są też dzieci "dzyici"
I dzidzia "dzidzi"
Nauczyłam ją pokazywać Nataszę;)
Bo nie potrafiłą przez 3 dni zaczaić, że Natasza to ona.
Jak pytałam gdzie Nataszka, to odpowiadała "nie ma!";]
ale już wie.
Próbujemy znów nocnikować.
ale jeszcze nam się zdarzają kupy na podłodze:]
ale jak zaczyna sikać i zobaczy kropelki na podlodze, to zaczyna biegiem leciec na nocnik:D
wiec już coś powoli zaczajamy.
Nadal jednak boje się ją połżyć bez pieluchy na drzemkę.
Ach.. no i drzemka.
Jak Natasza wstanie o 7 to pójdzie na drzemkę o 10, a później o 15.
Niestety jak wstanie o 8.. to na drzemke idzie.. pierwsza i jedyną o 14/ 15 na max godzinę.
Więc i my powoli żegnamy 2 drzemki w ciągu dnia.. i przechodzimy do jednej.
Potwornie brakuje mi tej porannej;/ zawsze przy niej dochodziłam do siebie, poleżałam.. a teraz już nie bardzo mogę z walającym się po mnie dzieckiem;)
Prezentuje Nataszę:)
Zdjęcia robione przez Agnieszka Wojtkowiak zainteresowanych pracami Agnieszki zapraszam do klikania w imię i nazwisko:)
Subskrybuj:
Posty (Atom)























